Uncategorized

Miłość i nadzieja: Obie wpadły w misterną pułapkę…

Łazienka w domu Kuzeya była większa i jaśniejsza, niż Bahar chciała pamiętać. Tafle kremowych płytek odbijały światło, a w lustrze połyskiwały pozłacane detale szafek. Bahar stała przy blacie, pochylona nad lustrem, delikatnie nakładając błyszczyk na pełne usta. Jej ruchy były spokojne, wręcz mechaniczne — jakby próbowała przykryć kosmetykami nie tylko swoją twarz, lecz także niepokój buzujący pod skórą.

ad

Obok niej, oparta o marmurowy blat, stała Cavidan. Skrzyżowała ręce, jak generał przed bitwą, który wygłasza ostatnie instrukcje.

– Słuchaj mnie uważnie – zaczęła tonem stratega, który ma plan A, B i C. – Cokolwiek powie Kuzey, zaakceptuj to. Zachowuj się inaczej niż Sila. Spokojnie. Łagodnie. Nie podnoś głosu, nie rób scen. Nie obwiniaj jej. Nie oskarżaj. Nie płacz.

Bahar poprawiła włosy, czesząc je szczotką o ciemnym drewnie. Jej spojrzenie w lustrze było chłodne, jakby już znała wynik nadchodzącej rozmowy.

– Jeżeli powie, że chce rozwodu, zgódź się – ciągnęła Cavidan z coraz większą energią. – Pokaż mu, że jesteś dojrzała! Potem odbudujecie wszystko od nowa. Z czasem wróci do ciebie, zobaczysz. Sila już zrozumiała, że przegrała, dlatego odeszła.

Na twarzy kobiety pojawił się triumfalny uśmiech.

– Masz teraz wolną drogę do Kuzeya.

Bahar milczała, czesząc włosy długimi, równymi pociągnięciami. Jej sylwetka wyglądała pięknie i elegancko — czarna welurowa sukienka z odkrytym ramieniem i połyskującym dołem sprawiała, że wyglądała dojrzalej, kobieco, pewnie. Ale w jej oczach nie było ani pewności, ani nadziei.

Cavidan spojrzała na nią z czułością wymieszaną z presją.

– Moja piękna córko – powiedziała miękko. – Używaj słodkich słów. Dobrze? Mów miło, delikatnie. Mężczyźni to lubią.

Bahar w końcu odłożyła szczotkę i spojrzała na matkę w odbiciu lustra. Jej usta poruszyły się w gorzkim półuśmiechu.

– Nie marz za dużo, mamo.

Odwróciła się do niej już bez błysku w oczach.

– Kuzey powie mi przy drzwiach, co postanowił. Powie, że to koniec. A potem nas wyrzuci. To nie potrwa długo.

Cavidan rozłożyła ręce dramatycznie, jakby odpędzała nieszczęście.

– Boże, odpędź te czarne myśli! – zawołała, unosząc oczy ku sufitowi. – Bądź dobrej myśli, Bahar! Wreszcie masz szansę zacząć od nowa!

Bahar westchnęła cicho. W jej spojrzeniu nie było upragnionej przez Cavidan nadziei. Tylko zmęczenie, strach i świadomość, że dziś może runąć ostatnia iluzja, której się trzymała.

A mimo to wyszła z łazienki z uniesioną głową — jak kobieta, która idzie na wojnę, choć wie, że jej szanse są niewielkie.

***

Sila siedziała na brzegu łóżka w domu Feraye, w przytulnym pokoju wypełnionym miękkim, porannym światłem. Za jej plecami stała turkusowa walizka – ta sama, którą z drżeniem serca pakowała, opuszczając dom Kuzeya. Teraz jednak wyglądała spokojnie. Niemal za spokojnie. W dłoniach obracała czerwoną różę, muskając palcami jej aksamitne płatki. Uśmiech, delikatny i nieco nieśmiały, pojawił się na jej twarzy — jakby trzymała w dłoniach obietnicę, którą dopiero co otrzymała.

Telefon zadzwonił. Sila poderwała się lekko i natychmiast odebrała, jakby spodziewała się tego połączenia od chwili, gdy wstała z łóżka.

– Sila, jak się masz? – rozbrzmiał w słuchawce pogodny, ciepły głos Yildiz. – Kuzey tęskni za tobą.

Sila uśmiechnęła się szerzej, lekko zawstydzona.

– Yildiz, dopiero co się rozstaliśmy. – Zaśmiała się cicho, spuszczając wzrok na różę.

W tle rozległ się szelest, a potem znajomy, głębszy głos:

– To nie ma znaczenia. Już za tobą tęsknię.

Kuzey. Na dźwięk jego słów jej serce zabiło szybciej.

Ale nagle w słuchawce dało się słyszeć odgłos kroków na korytarzu. Kuzey momentalnie zmienił ton — jak aktor, który błyskawicznie zrzuca maskę.

– Zablokowałem ją, Yildiz! – warknął ostro, tak głośno, że Sila aż odsunęła telefon od ucha. – Pamiętaj — nikt w tym domu nie będzie rozmawiał z Silą. Nawet ty!

Połączenie zostało przerwane.

Sila została sama, z różą i cichym, zadowolonym westchnieniem. Dokładnie wiedziała, co się dzieje — i każdy element tej gry utwierdzał ją w przekonaniu, że plan działa.

***

W kuchni domu Kuzeya panował zupełnie inny nastrój — chłód i napięcie. Yildiz stała przy blacie, trzymając w dłoni swój telefon, którego ekran jeszcze tlił się po zakończonej rozmowie. Obok niej Kuzey stał wyprostowany, jakby nic się nie wydarzyło. Jedynie szybkie spojrzenie, jakie rzucił jej ukradkiem, zdradzało, że wszystko idzie zgodnie z planem.

W tej samej chwili do kuchni weszła Bahar. Ubrana w starannie dobraną kreację, z włosami gładko opadającymi na ramiona, wyglądała, jakby szła na rozprawę, w której stawką było jej własne małżeństwo.

– Jestem gotowa, Kuzeyu – oznajmiła, starając się, by jej głos brzmiał naturalnie, choć w środku wszystko w niej drżało.

Kuzey odwrócił się do niej. Jego twarz była pozbawiona emocji — tak spokojna, że trudno było odgadnąć, czy szykował się do rozmowy, czy do wyroku.

– Dobrze. Porozmawiamy w moim gabinecie.

Ruszył przodem, nie oglądając się na nikogo. Bahar podążyła za nim, z podniesioną głową, choć dłonie miała splecione tak mocno, że aż pobielały jej palce.

Drzwi kuchni zamknęły się za nimi.

Yildiz odwróciła się ku widokowi oddalających się sylwetek i uśmiechnęła się szeroko. W jej oczach błyszczała czysta satysfakcja.

– Ich gra idzie perfekcyjnie – wyszeptała sama do siebie. – A Bahar nawet nie wie, że już przegrała.

***

Melis leżała na kanapie, owinięta pomarańczowym kocem jak w kokon, próbując znaleźć choć odrobinę spokoju. Jej włosy, splątane i bujne, opadały na ramiona, a oczy miały ten charakterystyczny błysk człowieka, który balansuje na granicy wyczerpania i furii.

Gokhan wszedł do salonu powolnym, kontrolowanym krokiem, trzymając w dłoniach szklankę świeżo wyciskanego soku. Postawił ją przed Melis, nachylając się lekko.

– Co robisz? Jaki masz problem? – zapytała ostro, odsuwając głowę jakby bała się, że sok to kolejna próba ingerencji w jej życie.

– Opiekuję się tobą. Ze względu na moją córkę – odpowiedział spokojnie, choć w jego głosie pobrzmiewała wyraźna nuta pretensji.

– Możesz się zamknąć?! – syknęła, splatając palce obu dłoni w ostrzegawczym geście. – Jeszcze ktoś usłyszy.

Gokhan westchnął.

– Dobrze, dobrze. Tylko… nie denerwuj się tak. To nie jest dobre ani dla ciebie, ani dla naszej córki. – Usiadł bliżej, wciąż trzymając wzrok na jej twarzy. – Jak ci minął dzień? Męża nie ma. Siostry też nie, tej, o której dopiero się dowiedziałaś. A ja? Ja jako jedyny zostałem przy tobie.

Melis zmrużyła oczy.

– Do czego zmierzasz?

Gokhan przesunął się jeszcze bliżej, aż poczuła jego oddech.

– Zastanów się, Melis… – zaczął cicho, niemal przymilnie. – Czy to właściwe rodzić dziecko u boku mężczyzny, który nawet się tobą nie interesuje? Podczas gdy ja tu jestem? Czy naprawdę chcesz, by ojcem został ktoś, kto o ciebie nie dba… i nawet nie jest zazdrosny?

Jej ciało zesztywniało.

– Czego ode mnie chcesz? – wysyczała, ledwo powstrzymując się od krzyku.

Gokhan uniósł brodę, a jego spojrzenie stało się zimne jak stal. Ton miał pewny, nie pozostawiający miejsca na sprzeciw.

– Mojej córki.

Melis aż otworzyła usta ze zdumienia.

– Co?!

– Słyszałaś. – Położył dłoń na jej kolanie, a ona natychmiast ją strąciła. – Urodzisz ją… i to ja będę jej ojcem. Nie on.

W jego oczach nie było ani gniewu, ani wahania. Tylko decyzja, której – jak wiedziała – nie będzie łatwo zmienić.

***

Sila klęczała przy otwartej walizce, powoli wyjmując swoje rzeczy. Wsunęła miękką piżamę do szafki nocnej, a gdy zamykała szufladę, wzrok zatrzymał się na czymś niespodziewanym.

Stare zdjęcie. Przetarte rogi, lekko pożółkła powierzchnia — pamiątka sprzed lat. Na fotografii Kuzey, Feraye i Bulent stali obok siebie, uśmiechnięci, jakieś dwadzieścia lat młodsi.

Sila wzięła zdjęcie do rąk i przejechała palcem po twarzy Kuzeya.

ad

— Kuzey… wygląda tu tak młodo, a jednocześnie tak dojrzale — szepnęła z czułością.

W tym momencie w drzwiach stanęła Feraye. Zauważyła fotografię w dłoniach Sili i przez moment sama jakby przeniosła się w tamten czas.

— Był półsierotą — powiedziała łagodnie. — Śmierć ojca dodała mu lat, choć wtedy powinien jeszcze biegać za piłką. po śmierci męża Naciye zamknęła się w swoim pokoju na długie lata. Leżała tam jak martwa, jakby życie z niej uszło. A Kuzey? On czekał u jej boku. Dziecko, które nie miało dzieciństwa. Zawsze smutny, zawsze cichy.

Feraye uśmiechnęła się blado, jakby przypominając sobie tamten trudny okres.

— Wiesz, kiedy pierwszy raz zobaczyłam go śmiejącego się szczerze? Z głębi serca? — zapytała. — Kiedy zakładałam wam obrączki. Przy tobie jest… jak szczęśliwe dziecko.

Sila poczuła, jak serce jej się ściska.

— Ja też jestem przy nim szczęśliwa — przyznała szeptem.

Feraye podeszła bliżej, jej spojrzenie stało się uważne, przenikliwe.

— Ale ty… — odezwała się łagodnie. — Ty też byłaś nieszczęśliwym dzieckiem, prawda? Zranionym i samotnym. Tak jak on.

Sila uniosła wzrok. Przez krótki moment w ich spojrzeniach odbiła się ta sama rana.

— Ale można to naprawić — kontynuowała Feraye miękkim, kojącym głosem. — Zwłaszcza kiedy dwoje ludzi naprawdę się kocha. Przytulając się, możecie uleczyć dawne rany.

ad

— Jak? — zapytała Sila, jakby potrzebowała usłyszeć to do końca.

Feraye ujęła jej dłoń.

— Gdy się obejmiecie, gdy pozwolicie sobie czuć, tamte dzieci, mała Sila i mały Kuzey, dostaną wreszcie to, czego im brakowało. Miłość. Bezpieczeństwo. Dom. I wtedy naprawdę będą szczęśliwi — powiedziała z przekonaniem. — Witaj ponownie w naszym domu, moja córko. Nasza panno młoda.

Objęła Silę mocno, z czułością, którą można było pomylić z matczyną.

Żadna z nich nie zdawała sobie sprawy, że za tym uściskiem kryła się prawda bardziej osobista i głębsza, niż mogłyby kiedykolwiek sobie wyobrazić.

***

Bahar usiadła naprzeciwko Kuzeya w jego gabinecie, starając się wyglądać na opanowaną. Poprawiła lśniące włosy, skrzyżowała nogi i uniosła podbródek odrobinę wyżej, jakby chciała dodać sobie pewności.

Yildiz weszła z tacą i postawiła kawę przed nimi.

— Smacznego życzę — powiedziała melodyjnie, ale jej spojrzenie zatrzymało się wyłącznie na Kuzeyu.

Bahar udawała, że tego nie zauważyła.

Kiedy drzwi zamknęły się za Yildiz, w gabinecie zapadła krótka cisza. Kuzey oparł dłonie na biurku, jakby ważył każde słowo.

ad

— Bahar… oboje popełniliśmy błędy — zaczął spokojnym, niemal miękkim tonem. — Wiem, że bardzo cierpiałaś. Rozstaliśmy się w złych okolicznościach, ale…

— Kuzey — przerwała mu natychmiast. Jej głos był zmęczony, ale zaskakująco pewny. — Tak, cierpiałam. I wiem jedno: tego nie da się już naprawić.
Zakończmy to. Rozwiedźmy się.

Mężczyzna uniósł wzrok, jakby chciał sprawdzić, czy mówi poważnie.

— Naprawdę tego chcesz? — zapytał cicho.

Bahar skinęła głową bez wahania.

— Rozstańmy się bez skandalu i bez walki. Pokojowo. Podpiszę wszystkie dokumenty. Wyślij papiery jutro. Jeśli to wszystko, pójdę już.

Kuzey opadł na oparcie fotela.

— To wszystko — odpowiedział. — Dziękuję, Bahar.

Nie spojrzała mu w oczy, wychodząc. Drzwi zasunęły się za nią cicho, niemal symbolicznie.

Na korytarzu czekała Cavidan, spięta jak struna.

— I jak? Co się dzieje? — zapytała od razu, niemal nachylając się do córki.

Bahar westchnęła, jak ktoś, kto właśnie zrzucił ciężki kamień z ramion.

— Zrobiłam tak, jak mówiłaś. Zgodziłam się na wszystko — odparła.

ad

Oczy Cavidan błysnęły z zadowoleniem. Jest przekonana, że w ten sposób Kuzey zapłonie pożądaniem do Bahar.

Nie wie, jak bardzo się myli.

***

Akcja przenosi się do domu Feraye.

Sila delikatnie włożyła różę do wazonu, jakby była to najcenniejsza rzecz, jaką dziś trzymała w dłoniach. Kropla wody spłynęła po łodyżce, a w powietrzu unosił się słodki, świeży zapach.

Telefon zawibrował. Nowa wiadomość od Kuzeya.

„Już po wszystkim, kochanie. Bahar zgodziła się na rozwód. W końcu będziemy razem.”

Sila zamknęła oczy. Powoli, głęboko odetchnęła — jak ktoś, kto po długim biegu wreszcie może zaczerpnąć powietrza. Jej dłonie drżały, ale na ustach pojawił się spokojny, szczery uśmiech.

Marzenia ich obojga były teraz na wyciągnięcie ręki.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Aşk ve Umut. Inspiracją do jego stworzenia był film Aşk ve Umut 266. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

LEAVE A RESPONSE

Your email address will not be published. Required fields are marked *