Uncategorized

Arzu szantażuje Zeynep!

Halil i Zeynep dotarli do leśnej chaty, gdzie Fahri uwięził Ardę. Po zaciętej konfrontacji udało im się uwolnić chłopca, lecz w trakcie akcji Halil został postrzelony w ramię. Na szczęście rana okazała się niegroźna – to jedynie draśnięcie.


Wieczorem, gdy Zeynep kończyła zmieniać opatrunek na ramieniu Halila, do ich pokoju zajrzał Hakan. W jego oczach widać było zmęczenie, ale też ulgę.

— Udało się przyspieszyć procedury adopcyjne — oznajmił. — Jutro pracownicy socjalni przyjdą na inspekcję. Sama procedura ruszy nieco później, ale… urzędnicy wzięli pod uwagę to, przez co Arda przeszedł. Przyznali specjalne pozwolenie na jego pobyt tutaj.

Halil podszedł do Hakana i położył mu dłoń na ramieniu.

— Dziękuję za wszystko, Hakanie. Jeśli pojawi się coś nowego, daj znać.

Hakan skinął głową i dyskretnie opuścił pokój, zostawiając małżonków samych.

Zeynep spojrzała na Halila z ciepłym uśmiechem.

— Cieszę się szczęściem Ardy. Wreszcie możemy zacząć budować dla niego przyszłość.

Halil objął ją delikatnie, przesuwając dłonie po jej ramionach.

— Już ją budujemy. I od tej pory nie pozwolimy, by spotkała go jakakolwiek krzywda.

— Myślę, że powinniśmy przygotować mu piękny pokój — powiedziała Zeynep, z błyskiem ekscytacji w oczach.

— Oczywiście. Świetny pomysł.

— Arda kocha morze. Tapeta z kolorowymi rybami, lampka nocna w kształcie ośmiornicy, łóżko jak łódka z kotwicą… A sufit pomalujemy na niebiesko.

Halil spojrzał na nią z czułością.

— Będzie pasował do twoich oczu — powiedział, zatapiając się w jej spojrzeniu, jakby właśnie tam znajdował swój bezpieczny port.


Halil kładzie się do łóżka, a Zeynep podaje mu lekarstwo i szklankę wody. W tej samej chwili do pokoju wpada Arda — z impetem wskakuje na łóżko i przytula się do Halila. Tuż za nim, lekko zdyszana, wchodzi Merve.

— Przepraszam, nie udało mi się go zatrzymać — mówi z bezradnym uśmiechem.

— Kiedy ją połaskotałem, puściła mnie — śmieje się Arda, wtulony w Halila.

Zeynep uśmiecha się pod nosem, po czym przypomina sobie coś nagle.

— Pośród tego całego zamieszania zapomniałam odwiedzić mamę. Gdzie ona teraz jest?

Merve rzuca niepewne spojrzenie w stronę Halila. Ten kiwa głową, dając jej znak, że może mówić.

— Mama zatrzyma się dziś w hotelu spa — przyznaje Merve. — Chciałam, żeby się zrelaksowała, poszła na masaż i trochę odpoczęła po wszystkim, co się wydarzyło. To był pomysł Halila. Ale znasz mamę — wiedziałam, że nigdy by się nie zgodziła, więc powiedziałam jej, że to hotel taty mojej przyjaciółki. Proszę, nie zdradzaj mnie.

Zeynep spogląda na męża z wdzięcznością, ale i lekkim wyrzutem.

— Dlaczego to zrobiłeś, Halilu? Ostatnio i tak robisz dla nas tak wiele.

Halil ujmuje jej dłoń i uśmiecha się łagodnie.

— Czy nie jesteśmy rodziną? — mówi cicho. — Bycie rodziną to wspieranie się i uzupełnianie nawzajem swoich braków.

Na twarzach Zeynep, Halila i Merve pojawiają się uśmiechy. Arda nie przestaje przytulać się do Halila, leżąc obok niego spokojny i szczęśliwy.


Akcja przenosi się do oficyny. Songul siedzi na kanapie, oparta o jej oparcie, z twarzą zastygłą w zmęczonym grymasie. Gozde krąży nerwowo od ściany do ściany. Jej ruchy są szybkie, niespokojne, jakby próbowała rozproszyć własne myśli.

— Nie wiem, jak się czuje Halil — mówi w końcu, zatrzymując się przy oknie. Jej głos drży, ale nie ze strachu, z frustracji. — Nie mogę zapytać o jego stan, o to, co czuje. Wszystko przez tę wieśniaczkę. Zbudowała wokół niego gniazdo. Z początku tego nie rozumiałam, ale teraz wiem, co robić.

Songul wzdycha głęboko, jakby każde słowo Gozde wbijało się w jej skronie.

— Przegrałaś. Zaakceptuj to. Zeynep wygrała, a ty przegrałaś. To wszystko.

Gozde odwraca się gwałtownie. Jej twarz rozciąga się w szyderczym uśmiechu, który nie sięga oczu.

— Ty możesz zaakceptować to upokorzenie, ciociu, ale ja? Ja wezmę siłą to, czego chcę. Gozde nigdy nie przegrywa. Słyszysz mnie? Nigdy.

Jej głos jest lodowaty, niemal teatralny, jakby wypowiadała kwestię w finale tragedii. Sięga do kieszeni, wyciąga telefon i wybiera numer. W jej oczach pojawia się błysk — nie emocji, lecz kalkulacji.

— Cześć, Sahinie — mówi, gdy połączenie zostaje odebrane. — Powiedziałeś, że Arda ma ojca, o którym nie wiadomo, czy żyje, czy nie. Możemy to wykorzystać…

Milknie na moment, wsłuchując się w odpowiedź. Jej spojrzenie staje się jeszcze bardziej skupione, jakby już widziała kolejne ruchy na szachownicy.

„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 331: Streszczenie

Wstaje nowy dzień — dzień, który może odmienić losy Ardy. W powietrzu unosi się nerwowe oczekiwanie, choć dom tonie w ciepłym, porannym świetle. Halil, Zeynep i Arda spędzili noc razem. Chłopiec spał spokojnie między nimi, wtulony w ramiona Halila, jakby od zawsze należeli do siebie — jak prawdziwa rodzina.

Kiedy schodzą po schodach, w salonie czeka już kilku członków rodziny. Halil zatrzymuje się w pół kroku — jego spojrzenie natychmiast pada na Songul siedzącą na kanapie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

— Dlaczego ona tu jest? — pyta ostrzej, niż zamierzał.

Songul odwraca głowę, udając, że nie słyszy. Zamiast niej odpowiada Gulhan:

— Gözde ją wezwała. Pracownicy socjalni mogą chcieć porozmawiać ze wszystkimi członkami rodziny.

— Ciekawe, o co będą pytać? — zastanawia się Merve, poprawiając włosy. — A jeśli zadadzą jakieś podchwytliwe pytania? Czuję się strasznie spięta.

— Uspokój się, kochanie — mówi łagodnie Zeynep, kładąc jej rękę na ramieniu. — Wystarczy, że będziemy mówić prawdę.

W tym momencie w powietrzu rozlega się dźwięk dzwonka. Arzu natychmiast biegnie do drzwi. Po chwili w progu pojawia się Gözde, a tuż za nią nieznajomy mężczyzna — wysoki, około czterdziestoletni, dobrze zbudowany brunet, o zmęczonych, ale ciepłych oczach.

— Tata! — krzyczy nagle Arda. Jego głos drży z niedowierzania i radości. Chłopiec rzuca się w ramiona przybysza, a mężczyzna obejmuje go mocno, jakby chciał nadrobić wszystkie utracone lata jednym uściskiem.

Halil patrzy zaskoczony, marszcząc czoło.

— Co to ma znaczyć? — pyta chłodno.

Gözde podchodzi bliżej i mówi z wyraźnym wzruszeniem:

— Kochany Halilu, po rozmowie z Ardą poczułam, że w tej historii czegoś brakuje. Skontaktowałam się z moim ojcem i poprosiłam o pomoc w odnalezieniu rodziny chłopca. Nie mówiłam ci wcześniej, bo nie chciałam dawać ci złudnej nadziei… Ale udało mi się. Dotarłam do ojca Ardy.

Na chwilę jej głos łamie się od emocji. Spogląda na chłopca, który nie puszcza ramion swojego ojca.

— Widok szczęśliwego Ardy to dla mnie największa nagroda.

Mężczyzna kiwa głową, z połyskującymi w oczach łzami.

— Pani Gözde… nie wiem, jak ci dziękować. Niech Bóg błogosławi ciebie i twojego ojca. — Głos mu się łamie. — Fahri mnie oszukał. Jestem kierowcą ciężarówki, miałem bardzo ciężki wypadek. Dwa lata leżałem w śpiączce. Kiedy się obudziłem, Fahri wmówił mi, że mój syn i żona zginęli. Straciłem chęć życia. Odizolowałem się od świata. Ale pani Gözde mnie znalazła… i wtedy dowiedziałem się, że Arda żyje. To jakby ktoś przywrócił mnie do życia.

Mężczyzna klęka przed chłopcem, trzymając jego drobne dłonie w swoich.

— Fahri zrobił z ciebie żebraka, synku. Kiedy to usłyszałem, ogarnął mnie gniew i wstyd. Przyjechałem, by cię odzyskać. — W jego głosie słychać skruchę. — Przepraszam, że cię zostawiłem. Naprawię to. Obiecuję, że od dziś będę dla ciebie najlepszym ojcem, jakiego mogłeś sobie wymarzyć.

Arda nie odpowiada — zamiast słów przytula się do ojca jeszcze mocniej, jakby bał się, że znów go straci.

W salonie zapada cisza. Nawet Halil, wstrząśnięty tym, co usłyszał, nie znajduje słów. Tylko Zeynep ociera ukradkiem łzę, patrząc, jak Arda wtula się w swojego ojca, a ich dłonie splatają się w geście prawdziwej miłości.


Po wzruszającym pożegnaniu z Ardą Halil i Zeynep wracają do sypialni. Halil podnosi jedną z papierowych łódek, które zrobił dla chłopca; papier szeleszcze cicho w jego dłoniach.

— Takie jest życie… — mówi z ciężkim westchnieniem. — Jeszcze dziś rano byliśmy rodzicami. Czułem się, jakbyśmy właśnie żegnali się z naszym dzieckiem.

— To prawda… — Zeynep odpowiada cicho, ale w jej głosie mieszają się smutek i radość. — Czy jednak nie widziałeś szczęścia w oczach Ardy?

Halil uśmiecha się smutno.

— Oczywiście. Cieszę się razem z nim. Ojciec i syn odnaleźli się na nowo. — Przybliża się i całuje dłonie Zeynep. — Nie sądzisz, że to już najwyższy czas, żebyśmy i my spróbowali zostać rodzicami?

Zeynep na moment spuszcza wzrok, a potem zmienia temat, głosem cichym, lecz rzeczowym:

— Wiesz, że ojciec Ardy jest bezrobotny. Nie mają gdzie mieszkać.

— Powiem Hakanowi, żeby się tym zajął — zapewnia Halil, obejmując jej policzki. — Kocham twoje dobre serce. Chciałbym, by wszyscy byli tacy jak ty. Teraz pójdę zadzwonić do Hakana — dodaje z uśmiechem — zostań tutaj, wrócę za chwilę, porozmawiamy o… o naszej przyszłości.

Wychodzi na balkon i oddala się, by zadzwonić. Sekundę później do pokoju zagląda Arzu.

— Obiad jest gotowy, pani Zeynep — oznajmia bez wstępu.

— Nie miałyśmy szansy porozmawiać — odpowiada Zeynep, próbując zachować spokój. — O czym chciałaś ze mną rozmawiać?

Arzu zbliża się pewnym krokiem i zatrzymuje tuż przed nią. W oku ma błysk, który nie wróży nic dobrego.

— O milionie lir, które musisz mi dać — wypowiada słowa zimnym, nieugiętym tonem.

Zeynep robi krok w tył. Zdziwienie natychmiast maluje się na jej twarzy.

— Żartujesz? Co to ma znaczyć?

— Nie żartuję, pani Zeynep — odpowiada Arzu. — Ty i twoja matka działałyście za plecami pana Halila. Zatrudniłyście człowieka, żeby udawał przyjaciela ojca Halila z więzienia, żebyś utrzymała swoje małżeństwo.

Słowa padają ciężko, jak kamienie wrzucone do cichej wody. Zeynep jest zdezorientowana.

— Skąd w ogóle bierzesz takie oskarżenia? — pyta, a głos drży jej od niewidocznego wysiłku.

Arzu nie ustępuje. Jej twarz nie zdradza litości.

— Słyszałam to na własne uszy. Podsłuchałam rozmowę pani Tulay i Metina. Wiem, jak to wszystko było umówione. Możesz zapytać swoją matkę, jeśli mi nie wierzysz. Masz czas do dziewiętnastej. Jeśli chcesz dalej być żoną Halila Firata, dasz mi jeden milion lir.

W pokoju zapada napięta cisza. Zeynep czuje, jak zimny pot spływa jej po karku. Myśli wirują zbyt szybko, by znaleźć natychmiastowe rozwiązanie. Arzu stoi spokojnie, pewna swego, i czeka — bez litości, bez wahania.


Songul sprząta w oficynie. W powietrzu unosi się zapach kurzu i detergentów, a przez uchylone okno wpadają nikłe promienie jesiennego słońca, oświetlając jej zmęczoną twarz. Gdy rozlega się pukanie do drzwi, kobieta odkłada szmatkę, wzdycha i rusza w ich stronę.

W progu staje Gözde – elegancka, pewna siebie, z błyskiem samozadowolenia w oczach.

— Widzę, że zabrałaś się za porządki — mówi z ironicznym uśmiechem, zajmując miejsce na starej kanapie. — Na pewno jesteś zmęczona. Napijmy się razem kawy, co ty na to?

Songul mruży oczy, uważnie obserwując dziewczynę.

— Widzę, że jesteś w dobrym humorze. Pewnie dlatego, że pozbyłaś się tego dzieciaka.

— Zgadza się — odpowiada Gözde z uśmiechem. — Ale to dopiero początek. Jak wiesz, moim celem jest rozdzielić Zeynep i Halila. I już niedługo to osiągnę.

— Gözde, ty chyba nie rozumiesz… — głos Songul drży ze złości i bezsilności. — Nie mogę tu mieszkać. Nie mogę oddychać tym powietrzem. Zrobiłam wszystko, o co mnie prosiłaś, a w zamian zostałam wyrzucona z rezydencji. Teraz twoja kolej. Pomóż mi.

Gözde podnosi się z kanapy, spoglądając na dawną panią domu z wyższością.

— Dlaczego narzekasz? — mówi, wzruszając ramionami z lekceważeniem. — Wróciłaś do swoich korzeni. Co ci się tu nie podoba? Nawet Tulay Aslanlı, która całe życie spędziła na farmie i w pałacu, mieszkała tutaj przez wiele miesięcy. Czy ty naprawdę jesteś słabsza od niej, ciociu Songul?

Na ustach Gözde pojawia się kpiący uśmieszek. W oczach Songul błyska gniew — gwałtowny i tłumiony zbyt długo. W jednej chwili unosi rękę i uderza dziewczynę w twarz. Gözde chwyta się za policzek, a Songul, nie mogąc się powstrzymać, łapie ją za włosy i szarpie do tyłu.

— Spójrz na mnie, ty mała diablico — syczy przez zaciśnięte zęby. — Nie zadzieraj ze mną, bo przysięgam, że zrównam cię z ziemią. Znikniesz stąd szybciej, niż zdołasz się pożegnać!

— Puść mnie! — krzyczy Gözde, szarpiąc się z nią. — Puść moje włosy!

Ale… scena znika tak szybko, jak się pojawiła. To była tylko wyobraźnia Songul. W rzeczywistości stoi nieruchomo, wpatrując się w dziewczynę, z zaciśniętymi pięściami i płonącymi oczami. Wie, że nie może naprawdę jej uderzyć. Gdyby to zrobiła, Halil wyrzuciłby ją z farmy na dobre. Musi więc przełknąć upokorzenie.

— Gözde — mówi cicho, ale stanowczo. — Nie zasługuję na takie traktowanie. I nigdy więcej nie porównuj mnie do Tulay. Ona urodziła się ze srebrną łyżeczką w ustach. Ja na wszystko zapracowałam sama, własnymi rękami. Potem, krwią i łzami. A odkąd się pojawiłaś, wszystko, co miałam, rozpada się w pył.

Gözde unosi brew, jakby to, co słyszy, było tylko zabawną opowieścią.

— No cóż — mówi z udawaną troską. — Sprawa z Ardą trochę pokrzyżowała mi plany. Ale teraz mam nowy pomysł. Jeśli będziesz ze mną, obiecuję ci, że wrócisz na stałe do rezydencji.

Songul patrzy na nią przez chwilę w milczeniu. Wreszcie siada obok niej, zmuszając się do spokojnego tonu.

— Dobrze. Zrobię, co w mojej mocy. — Jej głos brzmi spokojnie, ale w oczach tli się cień nienawiści i desperacji. — Opowiedz mi o tym planie.

Gözde uśmiecha się, jak kot, który właśnie złapał mysz.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Rüzgarlı Tepe 194. Bölüm i Rüzgarlı Tepe 195. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

LEAVE A RESPONSE

Your email address will not be published. Required fields are marked *