
Cihan demaskuje Alpera, Kuzey spotyka Silę.W 278. odcinku „Miłości i nadziei” napięcie narasta z każdą minutą Cihan wręcza Sedzie fałszywe dokumenty i ostrzega ją przed grożącą zemstą Egego, a dziewczyna staje przed dramatycznym wyborem między lojalnością a własnym bezpieczeństwem Tymczasem Hulya i Yildiz odnajdują ukryte nagranie, które może ostatecznie oczyścić Silę z zarzutów – choć dla Hulyi to również bolesny powrót do przeszłości i zdrady Alpera W gabinecie doktora Leventa Kuzey konfrontuje się ze swoimi emocjami – czy zdoła zaufać Silie, czy pogrzebie ich miłość w cieniu podejrzeń? Spotkanie w parku okaże się punktem zwrotnym dla ich relacjiTymczasem Alper, doprowadzony do desperacji, atakuje Gonul, zmuszając ją do wyjawienia sekretu Ale niespodziewana interwencja Cihana zmienia wszystko – mężczyzna dopada Alpera i zmusza go do wyznania prawdy Szokujące słowa padają jak grom z jasnego nieba: ojcem Zeynep jest pan Bulent!.

Ten odcinek to mieszanka dramatycznych konfrontacji, sekretów z przeszłości i niebezpiecznych intryg, które mogą na zawsze zmienić życie wszystkich bohaterów „Miłość i nadzieja” – odcinek 278 – szczegółowe streszczenie.Leśna droga wiła się niczym uśpiony wąż, ukryta głęboko w sercu lasu, gdzie cisza była tak gęsta, że niemal namacalna Każdy szept, każdy szelest liści niesiony przez łagodny wiatr nabierał nienaturalnej mocy, jakby sama natura wstrzymywała oddech Właśnie w tej scenerii, pośród wiekowych dębów i sosen pachnących żywicą, stał Cihan Opierał się niedbale o lśniącą, czarną maskę swojego samochodu, ale jego postawa była jedynie pozorem nonszalancji

W rzeczywistości każdy jego mięsień był napięty, gotów do skoku, jak u drapieżnika czającego się w ukryciu W dłoniach, które widziały zbyt wiele, by kiedykolwiek zaznać spokoju, ściskał niewielki, prostokątny pakunek, starannie owinięty w prosty, brązowy papier Był to przedmiot tak zwyczajny, a jednak w jego uścisku zdawał się nabierać wagi całego świata Naprzeciw niego, zaledwie kilka kroków dalej, stała jego siostra, Seda. Była jego lustrzanym odbiciem w wersji kobiecej – te same ciemne, przenikliwe oczy, ta sama harda linia podbródkaJednak w jej spojrzeniu, w przeciwieństwie do jego wiecznego chłodu, tliła się nieokiełznana ciekawość, iskra, która mogła równie dobrze rozgrzać, co wzniecić pożar Przekrzywiła lekko głowę, a jej długie, czarne włosy opadły na ramię niczym jedwabny wodospad – Czy to prezent dla Zeynep? – zapytała, a jej głos, choć cichy, przeciął leśną ciszę z precyzją skalpela Uniosła brew w geście, który znał aż za dobrze – mieszaninie siostrzanej troski i bezbłędnej intuicji – Bracie, nie próbuj mnie oszukiwać. Czuję to. Ty coś do niej czujesz.Cihan drgnął, jakby jej słowa były fizycznym uderzeniem

Jego twarz, zwykle nieprzenikniona maska, na ułamek sekundy straciła swoją twardość Szybko jednak odzyskał kontrolę, zaciskając mocniej szczękę.– Nie bądź głupia – odburknął, a jego głos był szorstki jak kora drzew, które ich otaczały Spojrzał w górę, w plątaninę gałęzi, przez którą przeświecały fragmenty błękitnego nieba Był to gest ucieczki, próba odnalezienia schronienia przed prawdą, która czaiła się w pytaniu Sedy – Moje serce zostało pogrzebane głęboko w ziemi, razem z Seher. Nie ma i nigdy nie będzie dla mnie innej kobietyRozumiesz? Nigdy.Powiedział to z taką ostatecznością, z takim bólem ukrytym pod warstwą lodu, że Seda poczuła ukłucie współczucia Wiedziała, że wspomnienie zmarłej żony było dla niego świętością, murem, którego nikt nie mógł przekroczyć A jednak… widziała też ten cień, tę subtelną zmianę w jego oczach, gdy w pobliżu pojawiała się Zeynep Nie zamierzała jednak odpuszczać. Nie teraz. Zbyt wiele było na szali.– W takim razie, co kryjesz w tym pakunku? – dopytywała, jej głos złagodniał, ale ciekawość wciąż płonęła w jej oczachWyciągnęła smukłą dłoń w jego stronę, jakby chciała dotknąć tajemnicy.Cihan spojrzał na paczkę w swoich rękach, a potem z powrotem na siostrę Jego spojrzenie było chłodne, niemal beznamiętne, ale jeśli ktoś znał go wystarczająco dobrze, mógł dostrzec w głębi jego źrenic ledwo widoczny błysk – ślad emocji, której nie potrafił całkowicie zdusić – Ramka ze zdjęciem – powiedział krótko, tonem, który miał ucinać wszelkie dyskusje – Zeynep i jej ojciec.Seda zamrugała, zaskoczona. To było… nieoczekiwane. DelikatneGest, który zupełnie nie pasował do bezwzględnego obrazu jej brata.– Mogę zobaczyć? – zapytała, a jej głos był już niemal szeptem Zrobiła krok w jego stronę, pełna niecierpliwości, by ujrzeć ten dowód jego ukrytej wrażliwości Lecz on uniósł dłoń w geście powstrzymania, tworząc między nimi niewidzialną barierę – Najpierw to – powiedział stanowczo.Sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej skórzanej kurtki i wyciągnął niewielki, prostokątny przedmiot Dokument. Podał go siostrze.Seda wzięła go z wahaniem. Był to dowód osobisty. Zmarszczyła brwi, przyglądając się mu z niedowierzaniem Na zdjęciu widniała jej twarz, bez wątpienia, ale imię, nazwisko, data urodzenia – wszystko było obce Każda litera na tym kawałku plastiku była kłamstwem.– Co to jest? – szepnęła, a jej głos zadrżał Oderwała wzrok od dokumentu i spojrzała na brata, a w jej oczach malował się strach i dezorientacja – Twoja nowa tożsamość – odpowiedział spokojnie, zbyt spokojnie. Każde jego słowo opadało w ciszy lasu jak kamień rzucony w głęboką wodę – Od dzisiaj jesteś Ceylan Uslanmaz.Na twarzy dziewczyny pojawił się rumieniec, ale nie był to rumieniec wstydu Był to kolor czystego, nieskrępowanego oburzenia. Zacisnęła dłoń na fałszywym dowodzie tak mocno, że jego ostre krawędzie wbiły jej się w skórę – Dlaczego?! Dlaczego właśnie to nazwisko?! – zapytała, a jej głos był teraz ostry, niemal wrogi Wyrzuciła to słowo z siebie z odrazą, jakby parzyło ją w język.– Uslanmaz… Nieposłuszna Buntownicza. Chcesz, żebym właśnie tak wyglądała w ich oczach? Jak ktoś, kogo nie da się złamać? Jak prowokatorka? Cihan westchnął ciężko, a w jego oczach pojawiło się znużenie.Zrobił krok w jej stronę, zmniejszając dystans, i ściszył głos, jakby chciał, by jego słowa dotarły tylko do niej, omijając czujne uszy lasu – Dziewczyno, posłuchaj mnie uważnie. To tylko kawałek plastiku. Papierek. Ale ten papierek to twoja tarcza Twoje ubezpieczenie na życie. W świecie, w którym żyjemy, nikt nie będzie analizował etymologii twojego nazwiska To twoja przepustka do niewidzialności, rozumiesz? Będziesz dla nich nikim, pustą kartą A to daje ci przewagę.Seda opuściła głowę. Słowa brata, choć twarde, miały sens.Wiedziała, że miał rację, ale gorycz wciąż paliła ją w gardle – Bracie, wiem, że masz do mnie żal – westchnęła, przytulając dokument do piersi. Ten symbol kłamstwa stał się nagle jej jedyną ochroną – Wiem, że uważasz mnie za lekkomyślną. Ale ja nie potrafię siedzieć bezczynnie, kiedy wiem, że rozwiązanie jest tak blisko Muszę zdobyć ten naszyjnik z sejfu.To jedyny dowód, jedyny sposób, by oczyścić swoje imię By odzyskać swoje życie.Na te słowa Cihan zacisnął pięści tak mocno, że pobielały mu kłykcie Jego twarz stężała, a oczy pociemniały, stając się dwiema studniami bez dna.– Nie, Seda Ty nic nie rozumiesz – wysyczał, a w jego głosie pojawiła się nuta desperacji. – Ty nie stąpasz po linie nad przepaścią Ty już spadasz, tylko jeszcze tego nie czujesz.Masz nóż na gardle, a jego ostrze z każdym dniem przybliża się do twojej skóry Jeśli ktokolwiek, a zwłaszcza Ege, odkryje, że to ty zabiłaś Melodi… – urwał na chwilę, jakby samo wypowiedzenie tych słów sprawiało mu fizyczny ból – On cię nie odda policji, siostro. On nie wierzy w taką sprawiedliwość. On sam ją wymierzy Własnoręcznie. Z zimną krwią, patrząc ci prosto w oczy.Seda zbladła gwałtownie.Obraz, który namalował jej brat, był tak żywy, tak przerażająco realny, że poczuła, jak zimny dreszcz przebiega jej po plecach Świat wokół niej zawirował.Cihan kontynuował, a jego głos był teraz zimny i ciężki jak stal, każde słowo było uderzeniem młota – A wtedy… jeśli spadnie ci choć jeden włos z głowy, jeśli on choćby drasnął twoją skórę, przysięgam na grób Seher, że ten dom, ta cała ich przeklęta posiadłość, stanie się dla nich grobem Spalę ich świat do gołej ziemi. Dlatego błagam cię, siostro.Błagam po raz ostatni Weź ten cholerny naszyjnik i znikaj. Wycofaj się, zanim będzie za późno. Inaczej zmusisz mnie do zrobienia czegoś, czego nie będę w stanie cofnąć Zmusisz mnie do morderstwa. Do rzezi.Dziewczyna milczała, wpatrując się w niego szeroko otwartymi, przerażonymi oczami Potęga jego groźby, desperacja w jego głosie, wstrząsnęły nią do głębi.Zobaczyła w nim nie tylko brata, ale mroczną siłę, która dla niej była gotowa zniszczyć wszystko Po długiej chwili, która zdawała się wiecznością, spróbowała rozładować potworne napięcie Wykrzesała z siebie blady, drżący uśmiech.– Dobrze… rozumiem – szepnęła. – A teraz… mogę już spojrzeć? – Jej palec wskazał na pakunek, który wciąż spoczywał w jego dłoniach Cihan wahał się przez moment, jakby walczył sam ze sobą.W końcu, z niemal niedostrzegalnym westchnieniem, podał jej przesyłkę Seda z drżącymi palcami rozerwała brązowy papier. Spod spodu wyłoniła się prosta, elegancka, srebrna ramka A w niej zdjęcie. Jej twarz rozjaśniła się nagle, jakby słońce przebiło się przez chmury po długiej burzy Ciężar, który ją przygniatał, zniknął, choćby na tę jedną, krótką chwilę.– Bracie, jesteś niesamowity… – powiedziała z autentycznym zachwytem, a w jej głosie brzmiała nuta dziecięcej radości Przesunęła palcem po szkle, pod którym uśmiechała się mała, roześmiana dziewczynka, trzymana w ramionach przez mężczyznę o dobrych, ciepłych oczach – Skąd ty bierzesz takie pomysły?.Cihan nie odpowiedział. Tylko odwrócił wzrok w bok, wpatrując się w gęstwinę lasu W jego oczach odbijał się mroczny cień, którego Seda, zasłuchana w szept przeszłości płynący ze zdjęcia, nie była w stanie dostrzec Cień obietnicy i przeznaczenia, które sam dla siebie napisał.W sypialni Hulyi panował półmrok Ciężkie, aksamitne zasłony tłumiły światło popołudniowego słońca, tworząc atmosferę intymności i tajemnicy Powietrze było gęste od niewypowiedzianych słów i narastającego niepokoju. Hulya, ubrana w jedwabny szlafrok, pochylała się nad otwartą szufladą szafki nocnej Jej ruchy były powolne, niemal mechaniczne, jakby szukała nie przedmiotu, ale odpowiedzi, czegoś, co mogłoby rozwiać gęstą mgłę wątpliwości, która osiadła na jej sercu Tuż za nią, niemal na palcach, stała Yildiz. Młoda pokojówka była spięta, jej dłonie nerwowo zaciskały się na krańcach fartuszkaCzuła, że jest świadkiem czegoś ważnego, czegoś, co może na zawsze zmienić układ sił w tym domu – Oglądałam ten film na tarasie, proszę pani – zaczęła Yildiz z przejęciem, a jej głos był cichy, jakby bała się, że ściany mają uszy – Wszystko było tak… dziwne. Nagle usłyszałam głos pani Bahar, wołała mnie.Pobiegłam do niej, to nie zajęło dłużej niż minutę, może dwie Kiedy wróciłam, laptop był otwarty tak jak go zostawiłam, ale… pendrive’a już nie było w porcie Zniknął.Hulya nie odwróciła się. Jej palce w końcu natrafiły na gładką, chłodną powierzchnię ramki Powoli, z namaszczeniem, wyciągnęła z szuflady zdjęcie.Było to zdjęcie z czasów, gdy świat wydawał się prostszy, a szczęście było czymś namacalnym Na fotografii ona i Alper. Oboje roześmiani, beztroscy, zakochani po uszy. Słońce oświetlało ich twarze, a w ich oczach tańczyły iskierki obietnic, które okazały się kłamstwem Patrzyła na ten zamrożony w czasie obraz z bolesną mieszaniną tęsknoty za tym, co było, i palącego gniewu na to, czym się stało – Czy to ten mężczyzna był na nagraniu? – zapytała cicho, a jej głos był kruchy jak szkło Odwróciła się i podsunęła zdjęcie prosto pod oczy Yildiz.Pokojówka wstrzymała oddech Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia, gdy rozpoznała twarz z ekranu komputera.– Tak… – szepnęła, niemal bezgłośnie – To on. Ale… co panią z nim łączy? Kim on jest?.Hulya uśmiechnęła się gorzko. Ten uśmiech nie miał w sobie nic z radości Był wyrazem głębokiego, zatrutego rozczarowania.– Ten mężczyzna to Alper.Były narzeczony Sili – odpowiedziała, a każde słowo było jak kropla trucizny – Zatrudniliśmy go jako kierowcę. Pracował w tym domu, jadł przy naszym stole, a my nie mieliśmy pojęcia, kim naprawdę jest Nie wiedzieliśmy, jaką sieć intryg tka tuż pod naszym dachem.Yildiz patrzyła na nią, nie potrafiąc ukryć niedowierzania Tyle tajemnic, tyle kłamstw w jednym domu.– Ale… dlaczego Sila nic nie powiedziała? – zapytała, a jej umysł gorączkowo próbował poskładać te fragmenty w całość – Dlaczego nie przyszła do pani i nie powiedziała: „Hulyo, to jest mój były narzeczony, musimy uważać”? Dlaczego milczała? – Bo wybrała milczenie – syknęła Hulya, a jej palce zacisnęły się na ramce zdjęcia tak mocno, że mogłaby ją zmiażdżyć – Udawała, że go nie zna. Patrzyła mi prosto w oczy i kłamała.A on… on oszukał mnie w sposób o wiele bardziej okrutny Obiecywał mi miłość, małżeństwo, wspólną przyszłość. Sprawił, że mu zaufałam, że otworzyłam przed nim serce, które przez lata było zamknięte A potem, kiedy już mnie miał, kiedy był pewien mojej miłości, wszystko rozpadło się jak domek z kart Zniknął, a wraz z nim moje złudzenia.– Może… może milczała, bo nie chciała pani zranić? – ostrożnie podsunęła Yildiz, próbując znaleźć w tej mrocznej historii choćby promyk światła – Skoro myślała, że się kochacie, że jesteście szczęśliwi, mogła chcieć usunąć się w cień Może nie chciała stawać między wami, niszczyć pani szczęścia swoją przeszłością? – Nie! – Hulya gwałtownie potrząsnęła głową, odrzucając tę możliwość z siłą, która zaskoczyła nawet ją samą – To nie tak. Nie mogło tak być.Ten człowiek okradł nasz dom, a potem razem z nią uciekł Na początku byliśmy przekonani, że ją porwał. Mój brat był gotów poruszyć niebo i ziemię, by ją odnaleźć Ale potem… potem zobaczyliśmy nagrania z kamer monitoringu. Sila nie była ofiarą Próbowała go powstrzymać, to prawda, ale ostatecznie wsiadła z nim do samochodu.Od tamtej pory nie wiem już, co jest prawdą, a co kłamstwem Nie wiem, czy jest winna, czy jest ofiarą. Moje serce jest rozdarte.– Pani Hulyo… – Yildiz zrobiła krok bliżej i spojrzała jej prosto w oczy z determinacją, która dodawała jej odwagi – Ja widziałam to nagranie. Tylko fragment, ale widziałam. I słyszałam słowa Alpera On jasno i wyraźnie powiedział, że Sila jest niewinna.Przysięgał na wszystko, co święte W oczach Hulyi pojawił się błysk nadziei, tak intensywny, że aż bolesny. Trwał jednak tylko sekundę, zanim znów utonął w morzu niepewności i zwątpienia – W takim razie musimy odnaleźć ten film. Musimy go zobaczyć w całości. Ale jak? Skoro pendrive zniknął… Nagle Yildiz zamarła. W jej głowie zaświtała myśl.Szalona, nieprawdopodobna, ale jedyna, jaka im pozostała – Komputer… – szepnęła. – Czasami, gdy odtwarza się plik z zewnętrznego nośnika, komputer zapisuje jego tymczasową kopię w pamięci podręcznej Może… może on wciąż tam jest.Bez słowa więcej obie rzuciły się w stronę biurka, przy którym stał laptop Hulya usiadła, a Yildiz nachyliła się nad jej ramieniem.Ręce Hulyi drżały, gdy poruszała myszką, klikając w kolejne foldery, szukając śladu, dowodu W końcu Yildiz wskazała palcem na ekran.– Tutaj! W plikach tymczasowych!.Był tam Plik wideo o tajemniczej nazwie, z datą i godziną, która zgadzała się z czasem, gdy Yildiz oglądała nagranie Serce Hulyi waliło jak młot.Yildiz miała tak samo drżące dłonie, gdy klikała w ikonę pliku, podwójne kliknięcie, które mogło wszystko zmienić – Boże, oby to nie zniknęło – szepnęła z trwogą.Przez chwilę na ekranie kręciło się kółko ładowania A potem obraz zamigotał i się pojawił. Ten sam ciemny pokój, ta sama postać przywiązana do krzesła Z głośników laptopa, cicho i niewyraźnie, ale bezsprzecznie, rozległ się zachrypnięty, znajomy, znienawidzony głos Alpera… Gabinet doktora Leventa był oazą spokoju.Książki w równych rzędach stały na półkach, zapach skóry i starego papieru mieszał się z delikatną wonią środka dezynfekującego Wszystko tu było na swoim miejscu, uporządkowane i logiczne. Wszystko oprócz pacjenta, który siedział naprzeciwko biurka Twarz Kuzeya była wykrzywiona w grymasie gniewu, bezsilności i bólu. Siedział na krawędzi eleganckiego fotela, jakby w każdej chwili miał z niego wystrzelić Atmosfera w pokoju gęstniała z każdą sekundą, stając się niemal nie do zniesienia – Skąd możesz to wiedzieć?! – rzucił ostrym, oskarżycielskim tonem.Słowa te były jak kamienie – Jak możesz być tak cholernie pewien, że jest niewinna?! Jak możesz siedzieć tu tak spokojnie i mówić mi, że nie kłamie, Levencie?! Doktor Levent oparł się wygodniej w swoim fotelu, splatając dłonie na blacie.Zachowywał absolutny spokój, maskę profesjonalizmu, choć czuł ciężar każdego słowa Kuzeya, które uderzało w niego z siłą huraganu – Posłuchaj mnie, Kuzeyu… – zaczął łagodnie, ale stanowczo. – To nie jest kwestia wiary czy przeczucia Jestem do tego wyszkolony. Przez lata studiowałem ludzką psychikę. Uczyłem się rozpoznawać emocje, analizować mowę ciała, najdrobniejsze gesty, drgnienie powieki, zmianę tonu głosu To są wszystko sygnały, które zdradzają prawdę lub kłamstwo.Kiedy rozmawiam z pacjentem, z człowiekiem, potrafię odróżnić kłamstwo od rzeczywistości – Och, czyli jesteś nieomylny, tak? – prychnął Kuzey z jadowitą ironią, a w jego oczach zapłonęły niebezpieczne ogniki – Jesteś jakimś ludzkim wykrywaczem kłamstw?.– Oczywiście, że zdarzały mi się pomyłki – przyznał lekarz spokojnym, wyważonym głosem, nie dając się sprowokować – Jestem tylko człowiekiem.Ale w tej sprawie, w sprawie Sili, jestem niemal stuprocentowo pewien Jej ból, jej rozpacz, jej sposób mówienia o tobie… to wszystko jest autentyczne. Nie ma w tym fałszu Kuzey nie wytrzymał. Zerwał się gwałtownie z fotela, uderzając dłonią w oparcie.Zaczął chodzić po gabinecie tam i z powrotem, jak zwierzę zamknięte w klatce, jakby sam nie wiedział, co zrobić z furią i rozpaczą, które go rozrywały – Ale ja widziałem to na własne oczy! – krzyknął, a jego głos załamał się z bólu. Zatrzymał się i spojrzał na Leventa dzikim wzrokiem – To nie jest coś, co sobie wymyśliłem! To nie jest sen! Tamtego dnia siedziała przy jednym stole z tymi mężczyznami Widziałem, jak była szczęśliwa, jak się śmiała! Widziałem, jak pozwalała, żeby jeden z nich ją całował w policzek! Jak świetnie się bawiła w ich towarzystwie! Nie możesz mi mówić, że to była iluzja! Że moje oczy mnie oszukały! Levent nie spuścił wzroku. Patrzył mu prosto w oczy, a jego spojrzenie było pełne współczucia, ale i niezachwianej pewności– A co jeśli to ty się mylisz, Kuzeyu? – powiedział spokojnie, ale jego słowa uderzyły z siłą młota – Co jeśli twoje oczy widziały tylko fragment obrazu, a twój zraniony umysł dopowiedział resztę? Co jeśli interpretujesz fakty przez pryzmat własnego bólu i zdrady? Pomyśl przez chwilę Co jeśli Sila naprawdę jest niewinna? Co jeśli kocha cię tak samo mocno, jak ty ją… a ty właśnie w tej chwili, w tym gabinecie, własną nieufnością i zazdrością, niszczysz tę miłość? Niszczysz jedyną rzecz, która ma dla was znaczenie?Słowa te zapadły w Kuzeya jak ostrze noża, przecinając pancerz jego gniewu i trafiając prosto w serce Zatrzymał się w pół kroku. Ciężko westchnął, jakby nagle zabrakło mu powietrza w płucach Furia, która go napędzała, nagle z niego uszła, pozostawiając po sobie jedynie pustkę i potworne zmęczenie Nie znalazł odpowiedzi.Stał tak przez chwilę, a potem, bez słowa, odwrócił się i wyszedł z gabinetu Drzwi zamknęły się za nim cicho, niemal bezszelestnie.Szedł szpitalnym korytarzem jak we mgle Białe ściany, zapach leków, stłumione rozmowy – wszystko to docierało do niego jak zza grubej szyby Nie myślał, dokąd idzie.Jego nogi same niosły go na zewnątrz, na świeże powietrze, w stronę przyszpitalnego parku Szedł powoli, a każdy krok był ciężki, jakby brnął przez głęboki śnieg. Słowa Leventa wciąż odbijały się echem w jego głowie: „Co jeśli to ty się mylisz?” I wtedy ją zobaczył.Sila siedziała samotnie na ławce, skąpana w złotych promieniach popołudniowego słońca Jej włosy lśniły jak aureola. Nie płakała.Patrzyła gdzieś w dal, z zamyśleniem malującym się na jej pięknej, smutnej twarzy Jakby wyczuła jego obecność, powoli podniosła wzrok.Ich spojrzenia spotkały się.Dzieliła ich odległość dziesięciu, może kilkunastu metrów trawnika Stali tak, wpatrzeni w siebie, a cały świat wokół – szum drzew, śpiew ptaków, daleki odgłos syreny karetki – przestał istnieć Był tylko on i ona.Serce Kuzeya zaczęło bić szybciej, gwałtowniej, a gardło ścisnęła mu niewidzialna obręcz Poczuł przypływ tak potężnych, sprzecznych emocji – miłości, tęsknoty, winy, nadziei – że zakręciło mu się w głowie Ona również nie spuszczała z niego wzroku. W jej oczach nie było gniewu ani oskarżenia Był tylko bezbrzeżny smutek i ciche, bolesne oczekiwanie.Jedno słowo. Jeden gest Jeden krok mógł zburzyć mur milczenia, który między nimi wyrósł.Mógł wszystko naprawić albo wszystko zniszczyć Czy wreszcie odważą się na szczerą rozmowę, której tak desperacko oboje potrzebowali? Czas zdawał się zatrzymać, czekając na ich decyzję Cień był jego jedynym sprzymierzeńcem.Alper, cudem wyrwany z mroku i ciasnoty bagażnika samochodu Cihana, krył się teraz w gęstych zaroślach, obserwując niewielki, skromny dom Gonul Każdy nerw w jego ciele drżał z napięcia, serce waliło mu jak młot o żebra, ale w jego oczach czaiła się zimna, drapieżna determinacja Ból poobijanego ciała mieszał się z palącą żądzą zemsty i odzyskania pieniędzy.Gdy zobaczył, że kobieta wychodzi na podwórko, niosąc wiklinowy kosz pełen świeżego prania, jego usta wykrzywił złowieszczy, pozbawiony radości uśmiech – Wreszcie wróbel wyfrunął z gniazda – szepnął sam do siebie, a jego oddech zamienił się w obłoczek pary w chłodnym powietrzu Ruszył w jej stronę, poruszając się bezszelestnie jak pantera.Gonul nuciła coś pod nosem, rozwieszając na sznurze białe prześcieradła Była tak pochłonięta tą prozaiczną czynnością, że nie usłyszała skradających się kroków Zanim zdążyła się obejrzeć, poczuła, jak silne ramię oplata ją w pasie, a szorstka, brudna dłoń brutalnie zakrywa jej usta, tłumiąc krzyk, który uwiązł jej w gardle– Ani słowa. Nie krzycz, bo pożałujesz – wysyczał jej do ucha Alper, a jego oddech pachniał strachem i wściekłością Siłą wciągnął ją do środka domu. Drzwi trzasnęły za nimi głucho, odcinając ich od świata Rzucił kobietę na starą, wysłużoną wersalkę z taką siłą, że kosz z praniem wyleciał jej z rąk, a czysta pościel rozsypała się po brudnej podłodze Jego spojrzenie było ostre, mroczne, niemal mordercze.– Kim są ci ludzie, których za mną wysłałaś?! – ryknął, nachylając się nad nią Jego twarz była zaledwie centymetry od jej twarzy.– Ja… nikogo za tobą nie wysyłałam… – wyszeptała Gonul, a jej głos drżał niekontrolowanie ze strachu Czuła, jak całe jej ciało zamienia się w galaretę.– Nie kłam! – wrzasnął i z furią uderzył pięścią w drewnianą poręcz wersalki Drewno zatrzeszczało złowieszczo.– Jeden z nich przyniósł mi pieniądze w torbie! A drugi, ten sam, zabrał je i mnie porwał! Myślisz, że jestem idiotą?! – Ja naprawdę nie rozumiem, o czym mówisz… Błagam cię… – łzy bezsilności i przerażenia napłynęły jej do oczu, spływając po policzkach – Nie udawaj głupiej, Gonul! – wrzasnął, tracąc resztki cierpliwości.Chwycił ją brutalnie za ramiona, podniósł z wersalki, jakby była szmacianą lalką i potrząsnął nią gwałtownie – Czy on nie jest zięciem Feraye?! Widziałem go tam! W tym ich pałacu, kiedy byłem u niej po pieniądze! – Przysięgam na Boga, ja nie wiem, o czym mówisz… Ja nic nie wiem… – szlochała, a jej ciałem wstrząsały dreszcze Alper odepchnął ją z odrazą.Poleciała na drugą wersalkę, uderzając plecami o twarde oparcie Jęknęła z bólu, ale nie miała odwagi się bronić. Była sparaliżowana strachem.– Ten facet przyniósł mi pieniądze – powiedział ostrym, chrapliwym tonem, krążąc po pokoju jak drapieżnik – A potem ktoś inny, albo ten sam, nie wiem, porwał mnie.Powiedz mi wreszcie prawdę! Kto wziął te pieniądze?! Kto zabrał milion, który dała mi Feraye?! – Na Boga, ja nic o tym nie wiem… – łkała Gonul, ukrywając twarz w dłoniach.– To jej zięć dał mi pieniądze, prawda?! – naciskał jeszcze mocniej, stając nad nią – To musiał być on! Dlatego wciąż mnie pytał, kto jest ojcem Zeynep! Chciał to wiedzieć! Gonul zbladła jak ściana.Jej serce na moment zamarło w piersi, a potem zaczęło bić w szaleńczym, panicznym rytmie Oczy rozszerzyły jej się w przerażeniu. Zapomniała o własnym strachu, teraz liczyła się tylko jej największa, najgłębiej skrywana tajemnica – O czym ty mówisz…? – wyszeptała ledwo słyszalnie. – Czy… czy ty mu powiedziałeś?! Powiedziałeś mu, że Bulent jest ojcem?! Na twarzy Alpera pojawił się krzywy, okrutny uśmiech.Zobaczył jej strach i zrozumiał, że wreszcie ma ją w garści Był jak drapieżnik, który złapał swoją ofiarę i teraz będzie się nią bawił.– Nie martw się Jeszcze nic nie powiedziałem. Ale jeśli w ciągu godziny nie dostanę z powrotem moich pieniędzy… wszyscy się dowiedzą Feraye, Ege, Cihan… cały świat pozna waszą małą, brudną tajemnicę.W tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem, jakby wyważone przez taran Do domu wpadł Cihan. Jego twarz była kamienna, a oczy płonęły zimnym ogniem. W mgnieniu oka ocenił sytuację i dopadł do Alpera Zanim ten zdążył zareagować, Cihan chwycił go brutalnie za bluzkę i szarpnął z taką siłą, że Alper ledwo złapał oddech – Ty śmieciu! – warknął Cihan, a jego głos był niskim, gardłowym pomrukiem.Rzucił Alpera prosto w ramiona swoich dwóch ludzi, którzy weszli tuż za nim Dwóch rosłych mężczyzn natychmiast unieruchomiło go w żelaznym uścisku, nie pozwalając mu się ruszyć Cihan odwrócił się do Gonul. Kobieta drżała jak osika, kurczowo ściskając oparcie wersalki, jakby to była jej jedyna deska ratunku na wzburzonym morzu – Wszystko w porządku? – zapytał surowo, ale w jego głosie, pod warstwą twardości, dało się usłyszeć nutę autentycznej troski – Czy ten drań coś ci zrobił?.Gonul otworzyła usta, ale głos uwiązł jej w gardle Zdołała tylko potrząsnąć głową, a nowe łzy, tym razem łzy ulgi, spłynęły jej po policzkach Cihan dał znak swoim ludziom i wyprowadził Alpera na zewnątrz, wciągając go brutalnie na podwórko Gdy tylko przekroczyli próg, zza rogu z piskiem opon wyjechał samochód i zatrzymał się gwałtownie tuż przed domem Zza kierownicy wysiadł Ege.Ege zmrużył oczy, próbując zrozumieć scenę, która rozgrywała się przed jego oczami Zobaczył więźnia w rękach ludzi Cihana i serce zabiło mu mocniej. Rozpoznał go. To był ten sam człowiek Ten, któremu w lesie, w tajemnicy, przekazał torbę pełną pieniędzy.– Co on tu robi?! – syknął do siebie, a w jego głowie kłębiły się tysiące pytań – Na litość boską, o co tu do cholery chodzi?!.Wyskoczył z auta i podniósł głos, a jego krzyk odbił się echem od ścian domów: – Cihan!.Na moment zapanował chaos. Alper, wyczuwając swoją jedyną szansę, wykorzystał chwilę zamieszania Zebrał wszystkie siły, szarpnął się gwałtownie, wyrywając się z osłabionego na moment uścisku ochroniarzy Rzucił się do ucieczki.Pędził wąskimi, krętymi uliczkami niczym spłoszona zwierzyna Czuć było jego czystą, zwierzęcą desperację – biegł na oślep, nie patrząc, dokąd, pot spływał mu strumieniami po twarzy, a oddech stawał się coraz bardziej urywany i bolesny Słyszał za sobą ciężkie kroki i krzyki.Próbował obejrzeć się za siebie, by ocenić odległość, ale w tym momencie jego noga ześlizgnęła się z nierównego krawężnikaPotknął się i z krzykiem runął na ziemię. Już sekundę później poczuł na plecach ogromny ciężar Cihan dopadł go niczym drapieżnik swoją ofiarę. Przycisnął jego twarz do szorstkiego, rozgrzanego słońcem asfaltu – Myślałeś, że przede mną uciekniesz, draniu?! – wrzasnął Cihan, a jego głos niósł się echem po całej ulicy Wokół nich zaczęli zbierać się gapie. – Masz wybór! Albo powiesz mi wszystko, co wiesz, i odzyskasz swój zasrany milion, albo oddam cię Egemu… a on już dopilnuje, żebyś zgnił w więzieniu do końca swoich dni!Cihan podniósł go gwałtownie za kołnierz, po czym z całej siły kopnął go w brzuch Alper zwinął się z bólu, kaszląc i próbując złapać powietrze. Cihan wciąż trzymał go za kaptur, nie dając mu odetchnąć – Mów! – syknął mu prosto w twarz. – Za co dostałeś te pieniądze?! Co takiego wiesz?! Alper splunął krwią na ziemię, próbując zebrać myśli i resztki sił.Jego głos był słaby, ochrypły, ale słowa, które wypowiedział, były jak ostrze noża wbite prosto w serce Cihana – Za ukrycie… bardzo ważnych informacji.– Jakich informacji?! – ryknął Cihan, potrząsając nim tak, że głowa Alpera latała na wszystkie strony – Gadaj, jeśli chcesz żyć!.– Jeśli ci powiem… oddasz mi pieniądze? – próbował się jeszcze targować Alper, dysząc ciężko – Oddam ci! Oddam ci ten milion i pozwolę zniknąć! – warknął Cihan, choć w jego oczach błyskała czysta wściekłość i wiedział, że to kłamstwo – Ale najpierw mów!.Alper uśmiechnął się gorzko, a ten uśmiech na jego zakrwawionej, brudnej twarzy wyglądał makabryczniePoddał się. Wiedział, że nie ma innego wyjścia.– Dobrze… Posłuchaj uważnie. Chodzi o ojca Zeynep O prawdziwego ojca. To… – zawahał się na ułamek sekundy, jakby delektując się mocą tej informacji – To pan Bulent.Cisza. Słowa te zawisły w ciężkim, gorącym powietrzu.Cihan zamarł, jego uścisk na bluzce Alpera zelżał Świat wokół niego zawirował. Bulent. Ojciec Ege. Ojciec Zeynep. Ta informacja, ta bomba, właśnie wybuchła, a jej odłamki miały na zawsze zmienić życie ich wszystkich



