Uncategorized

Miłość i nadzieja” – odcinek 362 – szczegółowe streszczenie

Melis w pośpiechu zakłada płaszcz. Zeynep, wyraźnie spięta, podbiega do niej.

— Melis, dokąd idziesz? — pyta z nutą paniki.

— A co cię to obchodzi? — odpowiada Melis chłodno, nawet bez spojrzenia w stronę siostry.

— Gokhan cię wezwał, prawda? — Zeynep zbliża się o krok. — Czego od ciebie chce? Pieniędzy? Szantażuje cię? Jeśli tak, musimy powiedzieć Egemu.

— Droga siostrzyczko, idę na spacer. — Melis wzdycha ostentacyjnie. — A ty trzymaj się ode mnie z daleka.

— Melis, ja się naprawdę martwię… — próbuje ponownie Zeynep.

Nagle Melis traci nad sobą panowanie. Popycha ją gwałtownie, a Zeynep upada na miękki dywan, zaskoczona i zraniona.

— Powiedziałam: trzymaj się ode mnie z daleka! — wrzeszczy Melis, po czym wybiega z domu.


Melis wychodzi na drogę — akurat w tej chwili zatrzymuje się tam samochód Gokhana. Mężczyzna wysiada pewnym krokiem, jakby wszystko odbywało się według jego planu. Jest sam.

— Gokhan… gdzie twój dziadek? — Melis mruży oczy ze zdziwieniem i niepokojem.

— Powiedział, że musi kupić prezent. Zostawiłem go na targu.

— Gokhan, on nie może przyjść do tego domu! — Melis niemal trzęsie się ze strachu. — Dlaczego go nie zatrzymałeś?!

— Ty naprawdę uważasz, że mój dziadek kogokolwiek słucha? — Gokhan parska. — Wsiadaj. Jedziemy.

Jego ton jest twardy, nieprzyjmujący sprzeciwu.

— Dlaczego to robisz? Dlaczego wciągnąłeś w to swojego dziadka?! — głos Melis drży.

— Melis, wsiadaj do samochodu. Teraz.

— Nie! — krzyczy rozpaczliwie. — Jeśli tego nie zakończysz, powiem wszystkim! Powiem twojemu dziadkowi, że masz problem z hazardem!

Gokhan zaciska szczękę.

— Melis, do samochodu. Jeśli nie chcesz, żebym poszedł do twojego domu i powiedział prawdę, wsiądziesz. Natychmiast.

Zapada krótka, ciężka cisza. Melis zaczyna oddychać płytko i spuszcza wzrok, jakby cała wola walki uleciała z niej w jednej chwili.

W końcu otwiera drzwi i siada na fotelu pasażera.

Gokhan natychmiast rusza.

Dziesięć sekund później na drogę wypada Zeynep, zdyszana i przerażona. Ale samochodu już nie ma — zniknął za zakrętem.


Po chwili przed bramą zatrzymuje się auto Egego. Widząc Zeynep, wysiada i marszczy brwi.

— Zeynep? Co się dzieje?

— Melis wyszła.

— No i? Dokąd?

— Nie wiem. Powiedziała, że idzie na spacer… a potem nagle zniknęła.

— I to cię niepokoi? — Ege unosi brwi, wyraźnie nie rozumiejąc dramatu. — Czy coś się stało?

Zeynep bierze głęboki, nerwowy oddech.

— Dostała wiadomość od Gokhana. A po chwili wybiegła z domu.

Ege przewraca oczami ze zniecierpliwieniem.

— Zeynep, oni razem ćwiczą jogę. Nie ma się czym martwić.

Odwraca się, kierując w stronę garażu.

— Ege! — Zeynep robi krok w jego stronę. — Ja mu nie ufam. Ani trochę.

Ege spogląda na nią, ale w jego oczach jest tylko niedowierzanie.

— Gdyby coś było nie tak, Melis zadzwoniłaby do mnie. Uwierz mi.

Ale Zeynep czuje, że coś jest bardzo, bardzo nie w porządku.


Ege i Zeynep wchodzą do domu. Mężczyzna wygląda na wstrząśniętego tym, co właśnie usłyszał.

— Więc Gokhan i Melis byli kiedyś parą? — pyta powoli, jakby wciąż próbował to sobie poukładać.

— Powiedziałam ci to w zaufaniu, Ege. — Zeynep zatrzymuje się przed nim i patrzy mu prosto w oczy. — To musi zostać między nami. Mówię ci o tym tylko dlatego, że martwię się o Melis. Bardzo.

— Dobrze, rozumiem. — Ege unosi dłonie w geście uspokojenia. — Nikt się o tym nie dowie. Po prostu… nie mogę uwierzyć. Myślałem, że oni są tylko znajomymi.

— Ale nie są. — Zeynep kręci głową. — I Melis ukrywa to nie bez powodu.

— Dlaczego to przede mną zataiła? — Ege zaciska szczękę, a w jego głosie słychać rozczarowanie.

— Chciała ci powiedzieć. Widziałam to. Ale zabrakło jej odwagi, bo… — Zeynep zawiesza głos — po tym, co mówiła o nas, bała się twojej reakcji.

— No tak. — Ege wzdycha ciężko. — Najpierw robi afery o nas, a teraz nie ma odwagi przyznać, że sama była z kimś innym. Ale i tak nie rozumiem, czemu aż tak się o nią martwisz.

Zeynep unosi głowę. Jej głos jest pewny i pełen napięcia.

— Bo widziałam ich razem. Tutaj, w tym domu. Gokhan trzymał ją za rękę. Mocno. Za mocno. Melis była przerażona. Pytałam ją, co się dzieje, ale… zbyła mnie. Uśmiechnęła się sztucznie i zmieniła temat.

Ege blednie. Od razu wyciąga telefon i wybiera numer żony.

Cisza. Po chwili sygnał urywa się.

— Nie odbiera. — mówi, marszcząc brwi.

Zeynep czuje, jak serce wali jej w piersi.

— Ten człowiek musiał jej coś zrobić! — wyrzuca, ledwo panując nad własnym głosem.

— Zeynep, uspokój się. — Ege kładzie jej dłoń na ramieniu. — Co Gokhan miałby jej zrobić?

— Nie wiem! — Zeynep odtrąca jego rękę. — Ale widziałam jego oczy. On jest zdolny do wszystkiego.

W tym momencie jej telefon zaczyna dzwonić. Zeynep odbiera w mgnieniu oka.

— Tak? Cihan? — słucha, a jej twarz blednie. — Co?! Dobrze. Wyślij mi lokalizację. Już jedziemy.

Rozłącza się. Ege wpatruje się w nią zaniepokojony.

— Zeynep, co się stało?

Dziewczyna odwraca się gwałtownie, kierując się ku drzwiom.

— Melis jest z Cihanem — mówi drżącym, ale stanowczym głosem. — Chodź. Musimy jechać natychmiast.


Za pomocą skradzionego klucza Cavidan ostrożnie otworzyła samochód Feraye. Jej dłonie drżały, ale determinacja nie pozwalała się zatrzymać. Sięgnęła do schowka, a tam jej palce natrafiły na białą szkatułkę, zamkniętą na małą kłódkę. To jednak nie stanowiło dla niej przeszkody – w tym samym miejscu znalazła kluczyk pasujący do zamka. Metal zaskrzypiał, gdy kłódka opadła, a Cavidan wsunęła dłoń do środka.

Jej palce natrafiły na niewielki, podłużny pendrive. Uśmiech rozjaśnił jej twarz – triumfujący, pełen ulgi. Podniosła go i pokazała Bahar, która aż wstrzymała oddech.

Nagle rozległ się przenikliwy dźwięk alarmu. Cavidan zamarła, a potem wpadła w panikę. W popłochu wybiegła z samochodu, ciągnąc za sobą Bahar. W dłoniach ściskała szkatułkę, lecz w chaosie zgubiła to, co było najważniejsze – sam pendrive.


Na zewnątrz wybiegają Kuzey i Bulent. Rozglądają się uważnie, przeszukując podwórko i drogę, ale nikogo nie widzą.

Yildiz podchodzi do nich, jeszcze zdyszana.

— Nawet odtwarzacz kaset nie zniknął. Nie zabrali absolutnie nic. Wszystko jest tak, jak było.

Kuzey marszczy brwi, zastanawiając się na głos:

— Skoro to nie byli złodzieje… to po co włamali się do samochodu? Jaki był ich cel?

— Nie wiem, Kuzeyu — odpowiada Bulent. — Ale na pewno się tego dowiemy.

Mężczyźni wracają w stronę domu. Yildiz zostaje jeszcze chwilę przy płocie, próbując uspokoić oddech. Gdy robi krok w bok, nagle słyszy znajomy głos zza rogu.

— Już sobie poszli — mówi Bahar z wyraźną ulgą, przekonana, że cała trójka weszła z powrotem do domu.

Yildiz zastyga, przykuca za kontenerem na śmieci i nie wydaje z siebie najmniejszego dźwięku.

— No dalej, mamo, otwórz to!

Cavidan podnosi wieko szkatułki. W środku jest zdjęcie odwrócone rewersem, ale nie zwraca na nie uwagi. Po pendrivie ani śladu.

— Gdzie jest nagranie?! — Bahar robi krok w tył, jakby straciła grunt pod nogami.

— Niech to szlag… — syczy Cavidan. — Chyba… chyba go zgubiłam! W tym zamieszaniu musiał mi wypaść!

— Jak mogłaś?! — Bahar prawie piszczy z paniki. — Przecież na tym pendrivie jest dowód! JEDYNY dowód na to, że zepchnęłam Hulyę z balkonu! Jeśli ktoś to znajdzie, będę skończona! Pójdę siedzieć!

— Uspokój się! — Cavidan próbuje uciszyć córkę, choć sama cała drży.

— Mam się uspokoić?! Włamałyśmy się do samochodu, żeby zdobyć pendrive, a ty zabrałaś to puste pudełko!

— Myślę, że pendrive wypadł mi w aucie. — Cavidan zaciska wargi.

Bahar blednie.

— Jeśli pendrive wróci do Feraye… to koniec. Kuzey odejdzie. Będę musiała zgodzić się na rozwód!

— Ciesz się, że nie złapali nas na gorącym uczynku.

— Nie! Nie skończę tak! — Bahar potrząsa głową z wściekłością i rozpaczą. — Jeśli Kuzey i ta ofiara losu znów będą razem… umrę, mamo! Rozumiesz? Ja umrę!

Jej głos łamie się z bólu i nienawiści.

— Dlaczego ją przygarnęłaś?! — syczy do Cavidan. — Jej własna matka jej nie chciała, a ty ją wzięłaś! Po co?!

Cavidan prycha z pogardą.

— Gdybym wiedziała, że wyrośnie z niej taka żmija, nigdy bym tego nie zrobiła.

— Chciałabym, żeby jej prawdziwa matka się pojawiła i ją zabrała — mówi Bahar z desperacją w oczach. — Wtedy Kuzey byłby mój. Tylko mój.

Obie odchodzą. Yildiz powoli podnosi się zza kontenera. Jej twarz jest biała jak kreda.

To, co usłyszała, wstrząsnęło nią jak nic innego w jej życiu.


Po tajemniczym włamaniu do samochodu atmosfera w domu znów staje się ciężka. Naciye, zamiast cieszyć się z zaręczyn Kuzeya i Sili, coraz bardziej je kwestionuje. Przemawia surowo, bez litości:

— Ta dziewczyna niby ma matkę, ale ta matka bardziej przypomina wroga.

Sila zamiera, jakby każde słowo wbijało się w nią jak cierń.

— Szwagierko! — Feraye natychmiast ją upomina, pełna oburzenia. — Przestań mówić takie rzeczy.

— A co? Kłamię? — Naciye rozkłada ręce. — Czy ona ma prawdziwych rodziców? Dlaczego wy ciągle ich wyręczacie?!

— Co mamy zrobić, mamo? — pyta Hulya, nie dowierzając temu, co słyszy.

— Nic! Kompletne nic! — fuka Naciye.

Kuzey nie wytrzymuje. Oczy mu ciemnieją, a szczęka napina się ze złości. Podchodzi do Sili i delikatnie ujmuje jej dłoń.

— Sila, chodź. Idziemy.

Bulent wstaje gwałtownie.

— Kuzey, chłopcze, dokąd? Co ty robisz?

— Wujku, naprawdę nie widzisz, co się tutaj dzieje? — Kuzey nawet nie czeka na odpowiedź. Ciągnie Silę ku drzwiom.

Sila zatrzymuje się w progu, spoglądając na niego zdezorientowana, choć wzruszona.

— Kuzey… dokąd idziemy?

Mężczyzna spogląda jej prosto w oczy. Jego głos staje się łagodny, pełen zdecydowania i miłości.

— Nie zostanę w miejscu, gdzie cię ranią. Nie pozwolę, żeby twoje serce znowu krwawiło. Od teraz ja będę twoją rodziną. Twoim domem. Twoim wszystkim.

Sila drży. Jej oczy napełniają się łzami.

— Ale twoja mama ma rację… — szepcze. — Nawet moja własna matka mnie nie kochała. Nigdy nie nazwała mnie córką. Nigdy, ani razu… Dlaczego? Co zrobiłam źle?

Kuzey od razu ją obejmuje, mocno, jakby chciał zetrzeć z niej cały ból świata.

— Sila, proszę, nie płacz. — Przyciska jej głowę do swojego ramienia. — Nie wiem, dlaczego tak było. Ale wiem jedno — masz mnie.

— Nie mam nikogo oprócz ciebie… — łka Sila, wtulając się w niego. — Kto pokocha kogoś, kogo nie kocha nawet jego matka?

Kuzey unosi jej twarz dłonią.

— Ja — mówi to bez wahania, z pełnym oddaniem. — Ja cię kocham, Sila. Nawet jeśli cały świat cię odrzuci, ja będę przy tobie. Jesteś dla mnie wszystkim.

Obejmuje ją jeszcze mocniej, jakby chciał ją ochronić przed całym złem świata.

Naciye patrzy na nich z rosnącą frustracją i złością. Po chwili odwraca się gwałtownie i wychodzi do ogrodu, nie mogąc znieść widoku syna tak blisko Sili.

W środku zostają cisza, łzy Sili i ramiona Kuzeya — jej jedyne, prawdziwe schronienie.


Na opustoszałej, szarej drodze stoją trzy auta ustawione byle jak, jakby zatrzymały się w miejscu po nagłym pościgu: biały sedan Cihana, ciemnoniebieski samochód Gokhana i jasny SUV Egego. Niebo jest ciężkie, ołowiane, a podmuchy wiatru szarpią suchymi gałęziami drzew, które otaczają polną drogę.

Melis stoi między mężczyznami, z rozbieganym wzrokiem, ręką mimowolnie dotykając brzucha. Zza niebieskiego auta spoglądają na nią Zeynep i Cihan, wyraźnie spięci.

Ege, nie gasząc silnika, wyskakuje z samochodu i rusza w stronę żony szybkim, nerwowym krokiem.

— Co tu się dzieje?! — grzmi, wskazując na Gokhana. — Melis, powiedz, że ten drań cię nie porwał!

Melis unosi ręce, jakby chciała uspokoić rozhisteryzowane zwierzę.

— Ege, na Boga, jak miał mnie porwać? Przyjechaliśmy tu tylko na… ćwiczenia oddechowe.

Na słowo ćwiczenia Zeynep unosi brwi, a Cihan prycha z irytacją.

— Ćwiczenia? — powtarza Cihan, przesuwając się bliżej. — Melis, ja widziałem, jak próbowałaś wysiąść z auta! Szarpałaś za kierownicę. Prawie wypadliście z drogi!

— Co?! — Melis otwiera szeroko oczy w przesadnym oburzeniu. — Cihan, co ty opowiadasz?

Ege podchodzi bliżej, a twarz zaczyna mu tężeć.

— Ten człowiek cię zmusił. Dlaczego to ukrywasz?

— Zachowywałaś się dziwnie już przy wyjściu z domu — dodaje Zeynep, robiąc krok naprzód. — Melis… powiedz prawdę.

— Nic się nie stało! Dlaczego wszyscy tak się na mnie rzucacie?! Skąd w ogóle pomysł, że ktoś mnie skrzywdził?

— Może stąd — Ege zaciska szczękę — że się o ciebie martwimy!

Melis przewraca oczami.

— Gdyby coś się stało, powiedziałabym ci.

— Dlaczego go bronisz?! — Zeynep nie odpuszcza. — Czy on ci grozi?

— Boże! — Gokhan rozkłada ręce, wyraźnie rozdrażniony. — Jak mógłbym jej grozić?!

Ege patrzy na żonę i Gokhana podejrzliwie.

— Wiem, że nie przyjechaliście tu oddychać świeżym powietrzem. Co przede mną ukrywacie?

Gokhan prostuje się i patrzy Egemu prosto w oczy — chłodno, prowokująco.

— Powiedz mi jedno… jesteś pewien, że to twoje dziecko?

Słowa padają ciężko jak kamień. Na sekundę wszystko zastyga. Nawet wiatr wstrzymuje oddech.

A potem Ege wybucha.

Rzuca się na Gokhana z takim impetem, że tamten uderza plecami w karoserię niebieskiego auta. Zeynep krzyczy, Cihan próbuje ich rozdzielić, a Melis stoi jak skamieniała.

— Co ty wygadujesz?!

— Czy moje słowa są aż tak bezzasadne? — pyta Gokhan z drwiącym spokojem. — Zamiast zajmować się Melis, biegasz za swoimi sprawami. Albo za kimś innym… – Jego spojrzenie pada wymownie na Zeynep.

Ege zaciska dłoń na kołnierzu Gokhana.

— Zamknij się!

— Jeśli czujesz się tak dotknięty — kontynuuje Gokhan — to może dlatego, że sam masz wątpliwości.

— Zamknij się, powiedziałem!

— Jestem tylko jej przyjacielem — odpowiada Gokhan, choć w jego tonie nie ma nic przyjacielskiego. — Nie doszukuj się innych znaczeń.

— Nie jesteś jej przyjacielem! — wrzeszczy Ege. — Jesteś jej byłym chłopakiem!

Melis odwraca głowę ku Zeynep, a jej oczy płoną oskarżeniem.

— Ty mu powiedziałaś. Prawda?

— Zeynep… przepraszam — zaczyna Ege, czując, że zdradził tajemnicę. — Musiałem.

— Tak, Melis. Powiedziałam mu – przyznaje Zeynep.

— Jak mogłaś?! — Melis rzuca się w jej stronę, ale Cihan natychmiast staje między nimi.

Ege patrzy jej prosto w oczy.

— Dlaczego ukrywałaś, że byłaś z Gokhanem?

— Nie ukrywałam! — Melis podnosi głos. — Po prostu… czekałam na odpowiedni moment!

— Odpowiedni moment? Naprawdę? — prycha Ege.

— Naprawdę. Poza tym nie sądziłam, że to dla ciebie ważne. I tak cię nie obchodzę!

— Melis, przestań. Nosisz pod sercem naszą córkę.

— Doprawdy? W takim razie byłoby dobrze, gdybyś skupił się na mnie lub naszej córce, zamiast na Gokhanie.


Feraye zatrzymuje się przed drzwiami pokoju. Przez chwilę tylko nasłuchuje — w środku panuje cisza tak gęsta, że aż niepokojąca. Delikatnie unosi dłoń i puka, jakby bała się, że mocniejszy odgłos mógłby roztrzaskać coś kruchego.

— Sila, kochanie… to ja. Otworzysz?

Słychać ciche przesunięcie klamki. Drzwi uchylają się powoli, a w progu staje Sila — oczy ma czerwone od płaczu, rzęsy mokre, a policzki drżące. Widok ten ściska Feraye serce.

Dziewczyna bez słowa rzuca się w jej ramiona. Feraye otacza ją objęciem, takim, jakim obejmuje się własne dziecko — bezwarunkowym, ochronnym, czułym.

— Sila, nie jesteś sama. — Jej głos jest miękki jak aksamit. — Jestem przy tobie. Zawsze.

Sila chwyta ją mocniej, tak jakby bała się, że jeśli poluzuje uścisk, wszystko znów się zawali.

— Pani Naciye ma rację… — szepcze, wciąż wtulona w jej ramię. — A jeśli tylko skrzywdzę Kuzeya? Jeśli nie zasługuję na niego…?

Feraye odsuwa się na krok, by spojrzeć jej w oczy. Kładzie dłonie na jej policzkach, jak matka uspokajająca córkę.

— Sila, moje dziecko, co to za słowa? — Jej głos drży od emocji. — Ty nikogo nie krzywdzisz. Masz czyste, dobre serce. Jesteś niewinna jak poranek. To nie ty musisz zasłużyć na Kuzeya, to on musi zasłużyć na ciebie.

Sila mruży oczy, jakby próbowała zatrzymać kolejne łzy.

— Ale ja… ja się tak boję…

Feraye przyciąga ją znów do siebie, mocno, jakby chciała ją ochronić przed całym światem.

— Cicho, kochanie. Jestem tu. — Zanurza twarz w jej włosach, czując coś, czego nie potrafi nazwać. — Zawsze będę przy tobie. Zawsze, moja córko.

Sila zamiera na te słowa. Feraye również. W powietrzu zawisa coś niewypowiedzianego — ciepło, które rozlewa się po sercu kobiety jak zaskakujący, znajomy ból.

Tak bardzo znajomy.

I tak bardzo niepokojący.

Czuje więź, która pojawiła się zbyt naturalnie, zbyt szybko, jakby była czymś starszym niż ich spotkanie. Czymś, co wraca.

Czymś, co nie daje jej spokoju.


Bulent wchodzi do kuchni tuż za Kuzeyem. Młodszy z mężczyzn opiera dłonie o blat, jakby próbował złapać równowagę po uderzeniu, którego nikt nie widział.

— Wszystko w porządku? — pyta Bulent z ostrożną troską.

Kuzey przeczesuje dłonią włosy i wzdycha ciężko.

— Nie, wujku. Wcale nie czuję się dobrze. — Jego głos jest zgaszony, pełen złości i zawodu.

Do kuchni wchodzi Yildiz, wyraźnie pobudzona, jakby dopadła ją nagła panika.

— Pani Naciye… źle się czuje — oznajmia.

Bulent parska gorzko.

— Ona się źle czuje? — Unosi brwi w niedowierzaniu. — To my jesteśmy zniszczeni, Yildiz.

— Tym razem naprawdę coś jej jest. — Yildiz ścisza głos. — Nie udaje. Wygląda poważnie.

Kuzey odwraca wzrok, jakby sam nie mógł zmusić się do konfrontacji.

— Wujku… — Mówi cicho, ale stanowczo. — Jeśli to dla ciebie nie problem… możesz pójść i sprawdzić? Jego ten jest chłodny i wycofany, jakby każdy gest w kierunku matki palił go od środka.

Bulent kiwnięciem głowy daje znać, że rozumie. Wychodzi z kuchni, zostawiając Kuzeya i Yildiz samych.

Yildiz staje naprzeciwko niego, jakby zbierała się na odwagę.

— Czy mogę coś dla ciebie zrobić? — pyta delikatnie.

Kuzey unosi na nią spojrzenie — pełne zmęczenia, a jednocześnie twardej determinacji.

— Tak. — Jego głos łagodnieje, choć wciąż drży od napięcia. — Chcę, żeby Sila była szczęśliwa. Żeby miała matkę, rodzinę… żeby nie cierpiała. Nie była upokarzana. Nie była dręczona. — Zaciska pięści. — Nie pragnę niczego więcej.

Yildiz otwiera usta, ale przez moment milczy, jakby wahała się, czy powinna powiedzieć to, co ma w głowie. W końcu jednak robi krok naprzód.

— Kuzey… — zaczyna cicho. — Muszę ci coś powiedzieć. Coś, co usłyszałam.

Mężczyzna prostuje się natychmiast, czujny jak drapieżnik.

— Słucham?

— Słyszałam, jak Cavidan i Bahar rozmawiały… — Yildiz spuszcza wzrok. — I dowiedziałam się czegoś…

Kuzey marszczy brwi.

— Czego się dowiedziałaś?

Yildiz patrzy mu prosto w oczy, nabierając powietrza, jakby zaraz miała zanurzyć się w głębokiej wodzie.

— Cavidan… nie jest prawdziwą matką Sili.

Kuzey zamiera. W jego oczach pojawia się szok, który szybko przechodzi w gniew.

— Co?!

Yildiz kiwa głową z przejęciem.

— Usłyszałam ich rozmowę. Cavidan… adoptowała Silę wiele lat temu. — Jej głos łamie się na końcu. — Sila nie ma o tym pojęcia.

Kuzey cofa się o krok, jakby cały świat zadrżał pod jego stopami. W jego spojrzeniu pojawia się coś nowego.

Odkrycie.

I zrozumienie, którego długo szukał.


Cavidan i Bahar wpadają do domu Sukru jak burza. Bahar w złości zrzuca płaszcz na sofę, jakby chciała nim rozszarpać powietrze.

— Nie udało ci się, mamo! — wybucha, a jej głos drży od furii. — Kuzey i Sila nadal są razem!

— Co mam zrobić, córko? — Cavidan unosi ręce, bezsilna. — Widzisz przecież, że robię wszystko, co mogę.

— Miałaś tylko jedno zadanie! Jedno! — Bahar podnosi białą szkatułkę i rzuca nią na dywan. — Wsiąść do samochodu i zabrać pendrive! A ty wróciłaś z tym bezużytecznym pudełkiem! Co nam po nim?!

— Dość! — syczy Cavidan. — Włączył się alarm. Co miałam zrobić? Czekać, aż nas złapią?!

— A teraz nagranie, na którym spycham Hulyę z balkonu, jest w rękach Feraye! — Bahar uderza dłonią w oparcie kanapy. — Jeśli to trafi na policję, wiesz, co się stanie?!

— Obie będziemy skończone! — Cavidan podnosi głos równie mocno jak ona. — Nie tylko ty! Przestań zrzucać na mnie winę za to, co sama narobiłaś!

Bahar unosi drżący palec.

— Ty jesteś winna wszystkiego! — mówi przez zaciśnięte zęby. — To przez ciebie zakochałam się w Kuzeyu! Przez ciebie z nim byłam! Przez ciebie za niego wyszłam!

Jej oczy napełniają się łzami, ale gniew wciąż trzyma ją w garści.

Cavidan prycha z oburzeniem.

— A kto oglądał jego zdjęcia po nocach? Kto wzdychał do niego, chowając fotografię w pod poduszką? Ja? Czy ty? — Wskazuje na Bahar. — Zawsze byłaś zakochana, a teraz próbujesz obwiniać mnie.

— Kuzey był moim marzeniem… — szepcze Bahar. — Ty zrobiłaś wszystko, żeby zamienić to marzenie w rzeczywistość. A teraz… teraz mi go odebrałaś.

— Nic ci nie odebrałam. — Cavidan kręci głową z irytacją. — To ty wszystko zniszczyłaś własnymi rękami. Sama poszłaś i pocałowałaś innego. Sama nagrałaś to i jeszcze mu groziłaś. Popatrz na to, co zrobiłaś.

Bahar opada na wersalkę jak ktoś, komu zabrano powietrze. Zakrywa twarz dłoniami.

— Może masz rację… — przyznaje szeptem, z drżącymi ramionami. Po chwili podnosi na matkę spojrzenie, mokre od łez i pełne desperacji. — Mamo, błagam… zrób coś. Rozdziel ich. Oddziel Silę od Kuzeya. Zrób coś… cokolwiek.

Cavidan opiera ręce na biodrach, a na jej twarzy rysuje się bezradność, którą rzadko można u niej zobaczyć.

— Co mogę zrobić, Bahar? Co jeszcze? — pyta, podnosząc ramiona.

Bahar prostuje się. Jej oczy nagle błyszczą nową, niebezpieczną myślą.

— Znajdź prawdziwą matkę Sili. — Jej głos staje się zimny jak nóż. — Jeśli ona się pojawi, być może Sila nie odważy się wyjść za Kuzeya. To nasza jedyna szansa.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Aşk ve Umut. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Aşk ve Umut 274. Bölüm i Aşk ve Umut 275. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

LEAVE A RESPONSE

Your email address will not be published. Required fields are marked *